czujnik temperatury

Czujniki niezbędne na statku

Prawdziwym, wielkim statkiem jeszcze nigdy w życiu nie płynęłam. Kajakiem tak, motorówką, a owszem, nawet zdarzyło mi się płynąć raz jakąś małą żaglówką. Ale rejs prawdziwym statkiem, po najprawdziwszym morzu to dopiero wyzwanie.

Profesjonalny czujnik temperatury

czujnik temperaturyNie przerażały mnie nawet opowieści mojego wujka – marynarza o strasznych burzach, grasujących piratach i gęstych, uniemożliwiających wszelką widoczność mgłach. Mój pierwszy dzień rejsu nie był taki, jak go sobie wyobrażałam. Choroba lokomocyjna, która doskwierała mi podczas jazdy samochodem, dała i teraz o sobie znać. Zatem cały dzień spędziłam pod pokładem z wiaderkiem w ręku. Kolejny dzień był już o niebo lepszy. Nie wiem, czy za sprawą połkniętej tabletki, czy mój organizm zdołał już przyzwyczaić się do lekkich kołysań statku. Mogłam śmiało zwiedzać pokład. Mój wzrok raz po raz zatrzymywał się na kolejnych przedmiotach. Były to różnej grubości liny (cumy), dokładny czujnik temperatury czy wielkie koło (ster). Zaciekawił mnie również wilgotnościomierz – nigdy nie widziałam takiego urządzenia. Wszystko było tak nowe, tak ciekawe. Niestety następnego dnia znowu zachorowałam – tym razem na poważnie. Termometr elektroniczny wskazywał ponad trzydzieści dziewięć stopni. Wszystko mnie bolało, a najbardziej prawa strona brzucha.

 

Żadne tabletki nie były w stanie złagodzić mojego bólu. Kapitan podjął decyzję o powrocie do portu. Byłam załamana. To dopiero trzeci dzień rejsu, jeszcze tak naprawdę nic nie widziałam, ani delfinów, ani wielorybów, ani nawet piratów.